W ciągu roku przeżywamy wiele świąt i uroczystości, ale są takie, które dotykają serca szczególnie mocno. Z biegiem
lat odkrywam, że niektóre z nich rozumiemy coraz głębiej – wraz z dojrzewaniem wiary.
Kiedyś, gdy ktoś pytał mnie, które Święta są dla mnie najpiękniejsze, bez wahania odpowiadałam - Boże Narodzenie.
Było w nich ciepło, światła, kolędy, rodzinne spotkania. Miały w sobie coś bardzo bliskiego sercu.
Dziś odpowiedziałabym inaczej. Dziś wybieram Wielkanoc.
Im bardziej dojrzewa moja wiara, tym mocniej widzę, że to właśnie te Święta są najgłębsze, najważniejsze. Bo to w nich kryje się sens całego chrześcijaństwa. Bez Wielkanocy nasza wiara byłaby tylko piękną historią. To Zmartwychwstanie Jezusa nadaje jej prawdziwe znaczenie.
Wielkanoc nie zaczyna się jednak od radości. Prowadzi do niej ból Wielkiego Piątku, pustka Wielkiej Soboty,
krzyż i grób. I może właśnie dlatego ta radość jest tak prawdziwa. Bo rodzi się z doświadczenia cierpienia i nadziei.
Dziś święta Wielkanocne naprawdę mnie radują. Nie tylko stołem, spotkaniem z rodziną czy tradycją. Radują mnie tym,
że przypominają o zwycięstwie życia nad śmiercią, światła nad ciemnością, miłości nad wszystkim, co trudne.
Wielkanoc mówi mi, że żadna noc nie trwa wiecznie. Że po krzyżu przychodzi zmartwychwstanie. Że Bóg zawsze ma ostatnie słowo.
I może właśnie dlatego te Święta są dla mnie najpiękniejsze. Bo dają nadzieję, która jest silniejsza niż wszystko inne.
Emilia